Posts Tagged ‘poranki’

Hors de prix.

July 11, 2009

A mówią że nieładnie mieć myśli złe
Trochę ich mam
Zabierz sobie ile chcesz

Za każdy błąd zapłaczę się
Później łzy podgrzeję i
Wyparują bóg wie gdzie

Nie lubię dni, kiedy nic nie muszę robić. Nie umiem ich pozbierać. Rozpadają się w przedziwną grząską maź, jak gotowane zbyt długo pierogi ruskie. Farsz wypływa na wierzch, woda staje się lepka i mętna. Nie można z niczym już dojść do ładu, a każdy, nawet cały i przyzwoity, pieróg z takiej wody wynurza się  brudny i nieapetyczny.

Nie lubię takich dni za to, że czuję się wtedy jak bohaterka kiepskiego filmu. Choć mówią, że  pokuszenie to nie grzech. Jednak w domu czuję się jak w muzeum. Boję się po nim chodzić bez przewodnika, bo na każdym kroku wyrasta nowy eksponat. W kuchni poniewierają się, bez duszy już, butelki po ruskim szampanie. W łazience została szczoteczka i ręcznik, których nie ja używałam. Na krześle wciąż wisi koszulka, która nie była moja piżamą. Tylko na łóżku leży porzucony Pluszowy Lew, mój własny.

A na podłodze siedzę ja. Rozmyślam. O rzeczach, które są bezcenne. I o rzeczach  nie wartych swej ceny.

O rzeczach myślę.

Staram rozchodzić nowe myśli, jak nowo zakupione skórzane buty, które zawsze na początku uwierają. W drodze do łazienki zastanawiam się, jak daleko jeszcze posunie się lawina zdarzeń (zdarzonek) i odkręcając do oporu kurek zagłuszam wodospadem miejsko-kanalizacyjnym łomot serca. Za oknem dnieje. We mnie się ściemnia.

I w horoskopy już nie wierzę, choć w czarne koty tak.

A chmury wyglądały jakby właśnie usłyszały o śniegu i rozważały tę ideę.

June 19, 2008

Wracamy do pionu.

Rozpanoszyłam sie już w Polsce na dobre, przestawiam meble w pokoju, który mój niby ma być. W suficie nadal jest dziura, bo remont został odroczony na czas nieokreślony, ale oczywiście najbliższy.

Zameldowałam się czasowo tam, gdzie powinnam, zarejestrowałam się w Rejonowym Urzędzie Pracy, Tam też (w RUPie), dowiedziałam się, że jest ze mnie RUPieć i nie nadaję się do niczego, a na pewno nie stanowię łakomego kąska dla potencjalnego pracodawcy, który byłby w stanie płacić mi minimum krajowe i ubezpieczyć mnie na czas dłuższy. Dowiedziałam się również, że jeśli przypadkiem rozpocznę naukę w systemie dziennym, to muszę się wyrejestrować. Przy tym wszystkim powinnam wymienić dowód osobisty, bo zrobili błąd w sztuce wydawania nowych plastików, a wieczór osłodzono mi wiadomością z UAMu, że matura über alles i moje niematuralne certyfikaty i ozdobniki do CV na niewiele mi się zdadzą.

Przyjdzie mi się pożegnać z marzeniem o uczelni, poetyckiej tylko z nazwy.

Poranki mi się wydłużają przechodząc w półsen, okno wpuszcza zimno a niebo chmurne jest niezywkle.

Aż trudno uwierzyć, że to czerwiec się kończy powoli.