Tylko złote.

October 3, 2009

Ponieważ nienaturalnym byłoby położenie się spać po dniu pełnym pracy, uskuteczniam wszelakie inne metody spędzania czasu nocnego. Przechadzając się i przeskakując z jednej listy odtwarzania do drugiej, prawie mimowolnie, wydałam na świat tę oto sobotnią listę przebojów z godz. 4:03, a którą to listę radośnie i dumnie (jak na nowo upieczoną mateczkę przystało) wydaję na widok publiczny. Nacieszcie oka i uchy.

1. Deep Purle – Child In Time 10:11
2. Blondie – One Way Or Another 3:26
3. Heart – Barrakuda 4:23
4. David Bowie – Let’s Dance 4:05
5. The La’s – There She Goes 2:41
6. ALICE COOPER – POISON 4:24
7. Scorpions – Wind Of Change 5:07
8. ZZ Top – Viva Las Vegas 4:37
9. Soundgarden – Black Hole Sun /Album Version/ 5:18
10. DIE TOTEN HOSEN – PUSHED AGAIN 3:51
11. PLACEBO – EVERY YOU EVERY ME 3:33
12. Korn – Falling Away From Me 4:26
13. Train – Drops Of Jupiter 4:18
14. Chris Cornell – Billie Jean 4:40
15. Coldplay – Clocks 5:00
16. THE KOOKS – OOH LA 3:21
17. Marilyn Manson – Rock Is Dead  3:10

___________
zastanawia mnie tylko, dlaczego nie mogę wyjustować tekstu.


Nowe miejsce

October 1, 2009

Bez żadnego powodu postanowiłam zmienić miejsce blogowego zamieszkania. Cała historia internetowego blogowania została przeniesiona tutaj dzięki uprzejmości administracji łordpresowej, która na takie fanaberie pozwala.

Witam w moim nowym domu. Można się rozgościć.


Całkiem prozaicznie

September 10, 2009

Rzadko piszę o sobie, poza słownymi obwodnicami uogólnionych przeżyć. Z tej prostej przyczyny, że wstyd mi niepomiernie, kiedy nic ciekawego o sobie stylowo napisać nie mogę. O mnie, choć we mnie, piszą inni. Również mało błyskotliwie i rzeczy całkiem nieciekawie. Jednak narrator autorem niebędący nosi znamiona obiektywizmu pożądanego przez rzesze nieporządnych czytelników.

Więc zgadzam się na to, żeby o mnie (nadal we mnie) pisali. Różnie. Z zapisanych (lub nie) historii wynika na ten przykład, że nie nadaję się po prostu do uczuć wysokich. Do lekkich też się nie nadaję. Jeśli łączyć to logicznie i razem, po znaku równości nastąpić może tylko konkluzja, że do uczuć nie nadaję się wcale.

Przede wszystkim rozchodzi się w tym wypadku o sad. W sadzie tym stoi jabłonka, która rodzi jabłka przednie i moje ulubione. Jednak jako uczuciowy karzełek-inwalida, nie mogę dostrzec, że owe jabłka oglądane przeze mnie tak pożądliwie, są nadgniłe. Tak więc droga memu sercu jabłonka w swej dobroci nieposkromionej i przepełniona tajemną wiedzą o tym, co dla mnie dobre lub lepsze, wzbrania się od częstowania mnie owocami swemi. Na wskroś jabłkowy lęk przed tym, że owoc spróbowany przestanie być w mym mniemaniu ciepły, mądry i dobry urzeka mnie niezmiennie, choć   śmieszy i wzburza całkiem często.

Po tym wszystkim, co było ważne przede wszystkim,  rozchodzi się jeszcze o prezencję własnej osoby. Moja prezencja sugeruje, że od kwiatów ciętych, wolałabym doniczkowe. Bo trwalsze. A z sugestii mimowolnie wynika, że nad próżny gest niechybnie przedłożę jakość i od chwili euforii wolę co najmniej kilkanaście chwil umiarkowanego nawet szczęścia.

Nie przeszkadza mi to w sposób szczególnie natrętny. W końcu nawet ekologiczne torby na zakupy, te użytku wielokrotnego, zaczynają być coraz chętniej posiadane.

Co zresztą przypomina mi o tym, że mam pustą lodówkę i należałoby wybrać się do sklepu.

A zakupy spakuję w plastikową torbę jednorazowego użytku. Tak właśnie.