Archive for the 'Uncategorized' Category

Tylko złote.

October 3, 2009

Ponieważ nienaturalnym byłoby położenie się spać po dniu pełnym pracy, uskuteczniam wszelakie inne metody spędzania czasu nocnego. Przechadzając się i przeskakując z jednej listy odtwarzania do drugiej, prawie mimowolnie, wydałam na świat tę oto sobotnią listę przebojów z godz. 4:03, a którą to listę radośnie i dumnie (jak na nowo upieczoną mateczkę przystało) wydaję na widok publiczny. Nacieszcie oka i uchy.

1. Deep Purle – Child In Time 10:11
2. Blondie – One Way Or Another 3:26
3. Heart – Barrakuda 4:23
4. David Bowie – Let’s Dance 4:05
5. The La’s – There She Goes 2:41
6. ALICE COOPER – POISON 4:24
7. Scorpions – Wind Of Change 5:07
8. ZZ Top – Viva Las Vegas 4:37
9. Soundgarden – Black Hole Sun /Album Version/ 5:18
10. DIE TOTEN HOSEN – PUSHED AGAIN 3:51
11. PLACEBO – EVERY YOU EVERY ME 3:33
12. Korn – Falling Away From Me 4:26
13. Train – Drops Of Jupiter 4:18
14. Chris Cornell – Billie Jean 4:40
15. Coldplay – Clocks 5:00
16. THE KOOKS – OOH LA 3:21
17. Marilyn Manson – Rock Is Dead  3:10

___________
zastanawia mnie tylko, dlaczego nie mogę wyjustować tekstu.

Grrrrr

September 11, 2008

Krótko – stan beznetowości utrzymany. Praca dobijająca. I do tego moja wanna rzyga makaronem.

 

Moje życie na krawędzi.

Ze wspomnień urodzinowych.

September 3, 2008

W ramach kolejnej magicznej granicy, kiedy to porzuciłam bezpowrotnie optymistycznie mnie umniejszającą w oczach dorosłych końcówkę ‘naście’, zabawiłam się ostatni (mhm mhm) raz b. nieodpowiedzialnie.

Przemierzyłam w tym celu pół kraju, zobaczyłam miasto na tyle już historyczne, że nie zrobiło mu różnicy, kiedy dokładam mu jeszcze historię własną.

Postanowień urodzinowych mi zabrakło jednak. I nie jestem wcale pewna, czy to taka zła rzecz. Może właśnie wręcz przeciwnie?

Jednak, całkiem niewytłumaczalnie, czuję się zasmucona. Takim szczególnym rodzajem smutku, który nie zmusza mięśni twarzy, żeby kurczyły się nieestetycznie i przesadnie nawilżająco dla skóry wokół oczu. Ale i tę niedorzeczność przemilczmy.

Tak więc, mam lat dzieścia, z poprzedniego wcielenia pozostało mi tylko bycie latką. I blondynką. I chyba polubię ten stan.

A skoro już o wspomnieniach urodzinowych mowa, to mam anginę. I niczego nie żałuję, cholera, pierwszy raz w życiu naprawdę niczego.