Zdecydowanie jestem zdania, że człowiek nie musi pracować i robi to tylko dla pieniędzy. Przynajmniej ja robię to tylko dla pieniędzy.
W chwili obecnej rzadko mam poważny powód, żeby skarżyć się na swoją pracę. Oczywiście, oprócz tego, że zmuszona jestem wtedy pracować, a to, jak powszechnie wiadomo, należy do męczących czynności.
Lokal, w którym pracuję dostarcza mi wielu rozrywek, a jednocześnie atmosfera pracy nie jest stresująca. Na ogół. Zdarzają się oczywiście męczący pijaczkowie dwóch kategorii – Ci, którzy mają problem ze zrozumieniem przekazywanych im informacji (przykład komunikatu – proszę wyjść), oraz tacy, którzy czują potrzebę zaszczycenia mnie możliwością wysłuchania historii ich życia. W kategorii uciążliwości stoją oni na równi, jednak przyznaję bez bicia – wolę drugą kategorię.
Nowym doświadczeniem jest natomiast bardzo szybko kurcząca się strefa mojej anonimowości. Nawet chodząc po mieście jestem teraz na cenzurowanym, bo w każdym kącie czai się jakiś znajomy spijacz trunków alkoholowych.
Gubię wątek między jednym, a drugim piwem. Nie wyjdzie mi pisanie.
czyli lepiej pisać jak już się wypije wszystkie piwa…