Ze wspomnień urodzinowych.

September 3, 2008

W ramach kolejnej magicznej granicy, kiedy to porzuciłam bezpowrotnie optymistycznie mnie umniejszającą w oczach dorosłych końcówkę ‘naście’, zabawiłam się ostatni (mhm mhm) raz b. nieodpowiedzialnie.

Przemierzyłam w tym celu pół kraju, zobaczyłam miasto na tyle już historyczne, że nie zrobiło mu różnicy, kiedy dokładam mu jeszcze historię własną.

Postanowień urodzinowych mi zabrakło jednak. I nie jestem wcale pewna, czy to taka zła rzecz. Może właśnie wręcz przeciwnie?

Jednak, całkiem niewytłumaczalnie, czuję się zasmucona. Takim szczególnym rodzajem smutku, który nie zmusza mięśni twarzy, żeby kurczyły się nieestetycznie i przesadnie nawilżająco dla skóry wokół oczu. Ale i tę niedorzeczność przemilczmy.

Tak więc, mam lat dzieścia, z poprzedniego wcielenia pozostało mi tylko bycie latką. I blondynką. I chyba polubię ten stan.

A skoro już o wspomnieniach urodzinowych mowa, to mam anginę. I niczego nie żałuję, cholera, pierwszy raz w życiu naprawdę niczego.

4 Responses to “Ze wspomnień urodzinowych.”

  1. sis Says:

    To bardzo dobrze. Nie żałuj, że nie żałujesz, bo to niezbyt zdrowy objaw.

    Sto lat, dziestko!

    A na marginesie pozwolę sobie wysunąć postulat, aby nowy avatar został na dłużej, bo ładny.

  2. Jóga Says:

    Dziękuję koleżance po fachu in spe ^^

    Nie żałuję, noooo. I avatar zostanie. Na razie i tak nie mam jak zmieniać, bo Pń przez jakiś czas nie będzie mnie raczył internetem :P

  3. sis Says:

    Dobre wieści – w ponurym gmaszysku naszego Colegium Maius wisi informacja o tym, że władze postanowiły uszczęśliwić nas bezprzewodowym internetem. Z netu korzystać można “na parterze w okolicach czegośtam”, “w okolicach sali dwieście ileś” i “w okolicach sali trzysta ileś” xD
    Jeśli tylko uda Ci się ustalić, gdzie znajduje się owa tajemniczo brzmiąca “okolica”, Twoja beznetowość ma szansę nie być aż tak dotkliwa.

  4. Darek Says:

    Popieram – awatar jest interesujący :P


Leave a Reply