Zmieniam się? Bardziej wrastam w kobiecość, czy to ona wrasta we mnie? I czy w ogóle sprawia to jakąkolwiek różnicę? Momenty mam teraz. Te bólu istnienia i nieznośnej lekkości bytu. Nie zawsze w tym samym czasie.
Przytulisz mnie? Nie, nie chcesz takiej kobiety. Dlaczego?
Czy złem była decyzja, że muszę żyć? Czy nadal powinnam się ciągle zastanawiać, czego ode mnie chcesz. Warować w miejscu, w którym mnie zostawiłeś i oszczekiwać ludzi, którzy chcą przygarnąć bezpańską sukę? Siedzę na rozstaju, choć smycz, która byłam przywiązana do korzeni już dawno puściła. Mam swobodę.
Co mnie trzyma? Błękit nieba przypominający ciągle o tym, jak zmieniał się kolor Twoich oczu. Zapach deszczu, który przypomina o chwilach, kiedy nie tylko ja czekałam. Szorstki ręcznik, ten sam, którym okryta wychodziłam Ci na spotkanie. Zbyt miękki materac, bo i tamten był za miękki.
I dlatego czekam, choć przecież mam swobodę.
Tags: czekanie, kobietą być, suka, zmiany

June 24, 2008 at 9:51 pm
ależ Ty pięknie piszesz żono droga