Archive for June, 2008

Jutro będę duża, dzisiaj jestem mała.

June 28, 2008

Czekolady trzy tabliczki, aż nie zacznę przypominać płetwala błękitnego. Wszystko o mnie, ale najlepiej beze mnie. Zamiast brać sprawy w swoje rączki niespracowane, to ja najchętniej odsunęłabym się od tego wszystkiego, odroczyła pilne sprawy na czas nieokreślony. Ale nie da się. Ja wiem, że się nie da.

W dzień przemykam się nie chcąc spowodować szkód. Nocą nabijam rachunki telefoniczne, sprawdzam granice promocji rozmów w abonamencie. Uspokaja mnie dopiero dyskusja o sprawach, które mnie dotyczyć nie będą, rzeczach, które nie będą mnie w przyszłości definiować. O przemocy i uwarunkowaniach społecznych agresji w rodzinie porozmawiam chętnie, o podjęciu decyzji niezbędnych i pracy, nie chcę słyszeć już wcale.

Co jest z tymi dziećmi dziś, że są tak rozciapane i nie umieją sobie radzić z najprostszymi rzeczami? A przecież nie tak je wychowano.

Żałuję, że nie urodziłam się kilka dekad wcześniej. Albo później. Albo w ogóle.

A chmury wyglądały jakby właśnie usłyszały o śniegu i rozważały tę ideę.

June 19, 2008

Wracamy do pionu.

Rozpanoszyłam sie już w Polsce na dobre, przestawiam meble w pokoju, który mój niby ma być. W suficie nadal jest dziura, bo remont został odroczony na czas nieokreślony, ale oczywiście najbliższy.

Zameldowałam się czasowo tam, gdzie powinnam, zarejestrowałam się w Rejonowym Urzędzie Pracy, Tam też (w RUPie), dowiedziałam się, że jest ze mnie RUPieć i nie nadaję się do niczego, a na pewno nie stanowię łakomego kąska dla potencjalnego pracodawcy, który byłby w stanie płacić mi minimum krajowe i ubezpieczyć mnie na czas dłuższy. Dowiedziałam się również, że jeśli przypadkiem rozpocznę naukę w systemie dziennym, to muszę się wyrejestrować. Przy tym wszystkim powinnam wymienić dowód osobisty, bo zrobili błąd w sztuce wydawania nowych plastików, a wieczór osłodzono mi wiadomością z UAMu, że matura über alles i moje niematuralne certyfikaty i ozdobniki do CV na niewiele mi się zdadzą.

Przyjdzie mi się pożegnać z marzeniem o uczelni, poetyckiej tylko z nazwy.

Poranki mi się wydłużają przechodząc w półsen, okno wpuszcza zimno a niebo chmurne jest niezywkle.

Aż trudno uwierzyć, że to czerwiec się kończy powoli.

W sumie

June 14, 2008

W sumie to wracam jutro na ojczyzny łono. Miałam w planach powrót szczęśliwy. O jedną ćwierć roku starsza, bogatsza o tyle doświadczeń, dojrzalsza miałam wracać.

I jak wracam?

Niespakowany do końca bagaż dojrzałością nie jest obciążony w najmniejszym choćby stopniu. I w sumie czyja to jest wina? Czy garść doświadczeń była kiepskiej jakości, zwietrzała, została podzielona i wyrzucona razem z resztą rzeczy nieprzydatnych już?

Z niejasnych przyczyn zajmuję się niczym.

Po pokoju krążą ochłapy Bardzo Ważnych Przedmiotów i Bardzo Ważnych Notatek, różne papiery zapisane bóg-wie-czym (o, wiersze dwa), mnóstwo dziwacznych dupereli, z którymi dziwnie się rozstawać, choć nie mają żadnego znaczenia. Bez sentymentów tym razem – do śmieci.

W sumie cały rok zamyka się w dwóch walizkach, jednej torbie podróżnej, trzech reklamówkach i jednej skrzynce na owoce, w której ułożyły się książki. Tyle z mojej nauki.

Tak w sumie, to nie chcę nawet wracać.